Blog Krzysztofa Majdyło

Chcę dzielić się tym, kim jestem z wami....

piątek, 25 stycznia 2013

Nienawiść między nami


 

Nienawiść między nami

W wielu kościołach i wspólnotach okres stycznia był czasem szczególnej modlitwy. Poniżej podzielę się myślami, które pojawiły się w czasie rozmów z modlącymi się w tym okresie.

„Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie.” Jan 13:34-35

„Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy kto miłuje z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest (…)” I Jan 4:7-8.20

W tekstach apostoła Jana uderzyło mnie słowo nienawiść. Nienawiść pomiędzy wierzącymi? Nienawiść w kościele? Czy jest coś takiego? Pomyślimy sobie, że chodzi tu prawdopodobnie o jakąś  straszną i rzadką historię. Na pewno to coś nie dotyczy nas. Apostoł Jan widzi jednak świat wyraźnych kontrastów. Życie i śmierć. Światło i ciemność. Dzieci Boga i dzieci diabła. Miłość i nienawiść. Ewangelia jak i listy nie dają trzeciej, pośredniej opcji. Jeśli coś nie jest światłem jest ciemnością, a nie szarością. Jeśli coś nie jest miłością, to może jest nienawiść, a nie jakaś neutralność?

Miłość to dawanie samego siebie i przebaczenie. Czy to możliwe, że brak miłości jest nienawiścią? Czy to nie zbyt mocno powiedziane?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że możemy odetchnąć z ulgą. Słowniki określają grecki czasownik ‘miseo’ – nienawidzić najczęściej jako ‘silną negatywną emocję’ albo ‘ nacechowane złością działanie’.

Ale przecież Jezus nie miał na myśli tego, gdy mówił, iż aby Go kochać trzeba ‘nienawidzić’ najbliższych.

Drążyłem ten temat głębiej. Okazuje się więc, że fundamentalny korzeń greckiego ‘miseo’ to oddzielenie, separacja czy odrzucenie. To nie gniew, ale oddzielenie się od drugiej osoby. Na przykład greckie tłumaczenie Starego Testamentu Septuaginta i greckojęzyczna literatura żydowska tym słowem określa postawę wobec, kogoś kto jest rytualnie nieczysty.

Także to słowo jest użyte w kontekście rozwodu, oddalenia żony (V Mojżeszowa 22:13.16).

Słowo ‘miseo’ tłumaczone jest wręcz jako wzgardzić, odrzucić. „(…)Jakuba umiłowałem, a Ezawem wzgardziłem”. Rzym 9:13 I tutaj znów widać kontrast, albo kogoś kocham, albo nienawidzę.

Zawsze gdy separuję się od innego człowieka, traktuję go jako rytualnie nieczystego, ‘rozwodzę się z nim’, odrzucam go, oznacza to nienawiść. Powiem więcej obojętność to nienawiść.

W czasie modlitwy Bóg dotknął naszych serc pokazując, ze obojętność jest formą nienawiści.

Są dwa światy i dwie kultury. Jest świat ludzi nieprzemienionych miłością Boga, niezdolnych do miłości, a wiec świat obojętności. I jest świat umiłowanych i przez to potrafiących kochać się miłością wzajemną, czyli kościół.  Taki kościół nie tylko niesie Ewangelię - on jest Ewangelią. On nie tylko głosi Słowo - on jest Słowem. On nie sprawuje sakramentów - on jest sakramentem miłości. Bóg przez swoją łaskę zbawia nas najpierw od naszych grzechów, a potem przez tą samą łaskę sprawia, że nie jesteśmy już ‘obcymi i przychodniami’ (Ef.2:19). Usuwa obojętność.

Tak samo jak każdy człowiek musi pokutować ze swoich grzechów i prosić o łaskę przebaczenia, tak samo każdy wierzący musi pokutować z obojętności tzn. nienawiści. Tylko Boża łaska może dokonać taką rewolucję w naszych sercach, abyśmy byli w stanie kochać. Prośmy, aby Bóg, który jest Miłością wyjął nas z kultury obojętności i przeniósł do kultury miłości („Królestwa Syna swego Umiłowanego” Kol 1:13). Prawdziwa miłość jest tak obca nam, ze jeśli nie Boży cud jesteśmy całkowicie bezsilni… Nie łudźmy się.

Odpowiedź na pytanie, które postawiłem na początku jest druzgocąca. Tak! Nienawiść jest między nami dopóty jest tam obojętność. I od razu dodam: Tak samo jak jedynie poprzez łaskę możemy być zbawieni, tak samo poprzez łaskę możemy być uwolnieni z obojętności. I to poprzez tą łaskę powstaje Kościół, o którym mówił Jezus!

 

poniedziałek, 22 października 2012

Trzy modele rodziny


Trzy modele rodziny
A.      Rodzina Powiernicza.
Rodzina, która raz rozpoczęta trwa. W tej rodzinie jest świadomość, że mi coś powierzono, a ja mam przekazać to kolejnemu pokoleniu. Ja minę, ale rodzina będzie trwała. Rodzinę traktuje się jako świętość, wartość większą niż prawa jednostki. W tej rodzinie istnieje dziedziczenie. Dziedziczy się wiarę, wartość i zasady a także majątek i rzemiosło. Dziecko jest traktowane jako błogosławieństwo od Boga. To ono zapewnia rodzinie ‘nieśmiertelność’. Rodzice inwestują swój czas w synów i córki, bo one są przyszłością rodu. W tej rodzinie czci się ojca i matkę przejmując od nich niejako misję rodziny. Małżeństwo jest święte, a grzech seksualny traktowany jako przestępstwo przeciwko rodzinie. Ojciec jest patriarchą, głową rodziny.

B.      Rodzina domowa
To typowy model: mama, tata i dziecko lub dzieci. Jest to rodzina, która pojawia się i znika. Młodzi ludzie odchodzą ze swoich domów i poślubiają się tworząc rodzinę. Potem wychowują dzieci, które pewne dnia odejdą, aby założyć swoje rodziny. Nie ma trwania i nie ma świadomości świętości rodziny. Rodzina staje się modelem ekonomicznym. Dziecko to wyzwanie ekonomiczne a ojciec to przywódca podstawowej ekonomicznej komórki społecznej. Rodzina staje się jakimś układem. (W końcu w dwoje łatwiej spłacać hipotekę…) Prawa jednostki i rodziny są tak samo ważne. Grzech seksualny jest sprawą indywidualną.
W tej rodzinie dziedziczenie jest marginalne.

C.      Rodzina zatomizowana
To układ pomiędzy jednostkami, aby pomóc sobie w samo realizacji. Prawa jednostki są święte. Układ przestaje być prawomocny, gdy korzyści jednostki są zagrożone. Dziecko w tej rodzinie jest tylko wydatkiem i przeszkodą do szczęścia. Małżeństwo jest kontraktem. Grzech seksualny – alternatywnym stylem życia. Ojciec – żałosną postacią, którą na drodze rozwoju trzeba porzucić za sobą. Jak wszystkie cywilizacje były dźwigane przez rodziny powiernicze, tak pojawianie się ‘rodzin’ zatomizowanych jest oznaką nadchodzącego upadku cywilizacji. Objawia się to dużą ilością rozwodów i grzechów natury seksualnej, a także spadkiem ilości rodzących się dzieci i malejącą populacją.




Zastanówmy się. W jakich rodzinach się wychowaliśmy? Jakie rodziny sami budujemy? Jakimi rodzinami duchowymi chcemy, aby były nasze kościoły?

czwartek, 27 września 2012

Czy Bóg ma Imię?


Czy Bóg ma Imię?

„A Mojżesz rzekł do Boga: Gdy przyjdę do synów izraelskich i powiem im: Bój ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć? A Bóg rzekł do Mojżesza: Jestem, który jestem. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: Jahwe posłał mnie do was!” II Mo 13-14

„A Jakub, zapytał mówiąc: Powiedz mi , proszę, jakie jest imię moje? I tam mu błogosławił.” I Mo 32:29

„Anioł Pański [Jahwe] rzekł do niego: czemu się pytasz o moje imię? Ono jest dziwne.” Sędz. 13:18

Gdy czytamy te wersety, widzimy dziwną niechęć Boga do zdradzenia swojego Imienia. Manoach dowiaduje się, że jest ono ‘dziwne’. Jakub zamiast słyszeć brzmienie tego Imienia otrzymuje po prostu błogosławieństwo. A Mojżesz dostaje imię Jahwe (tetragram YHWH) jakby ad hoc, do kontaktu z Izraelem. Jakby ‘Jestem, który Jestem’ nie chcąc zdradzić swojego prawdziwego Imienia dał technicznie, na pewien czas i do pewnego zadania słowo YHWH. Jest to tym bardziej dziwne, że przez całą Biblię przewija się ciągle koncepcja imienia. Na przykład w V Mo 12:11 Bóg zapowiada, że Jego Imię zamieszka w świątyni! W jaki sposób Imię może mieszkać?

 

Co to jest ‘imię’?

Znaczenie imienia jest podwójne. Po pierwsze jest to wyrażenie wewnętrznej natury tego, kto jest nazwany. Jest to prawda o nim. Czy wręcz on sam. Po drugie imię służy do relacji. Przedstawiając się tobie swoim imieniem, wychodzę do ciebie. Imię jest przedstawieniem się drugiej osobie, aby wejść z nią we wspólnotę. Stąd koncepcja wzywania imienia Boga oznacza rozmowę i nawiązywanie relacji z Bogiem.

Jeśli zastanowisz się trochę to zrozumiesz dlaczego współcześni wyznawcy judaizmu nazywają Boga po prostu ‘HaSzem’, czyli (To) Imię. Z jednej strony mówiąc HaSzem Żydzi zdradzają swój strach przed wypowiadaniem słowa Jahwe, ale z drugiej wyrażają przekonanie, że Bóg jest tym, który się objawia po to, aby nawiązać relację z człowiekiem.

 

Kto jest imieniem Boga?

Wiem, że to pytanie brzmi dziwnie. Nie pomyliłem się. ‘Kto’ a nie ‘co’ jest Imieniem Boga? Poprzez Biblię widzimy rozwój objawiania. To co mogło być nie jasne w Starym Testamencie staje się jasne w Nowym.

„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Ostatnio u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna (…). On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty (…)” Hebr 1:1-3

Przez proroka Mojżesza ‘Jestem, który Jestem’ objawił się jako Jahwe, ale pełne objawianie Boga przyniósł Syn. Nie tylko mówił prawdę o Bogu, ale samym sobą objawiał kim jest jego Ojciec. Syn to najdoskonalsze objawienie się Ojca ludziom. Osoba Syna Bożego jest Imieniem Boga! Imię Boga, to dziwne o którym nie chciał jeszcze mówić prorokom to nie kilka dźwięków, to nie litery, to nie jakieś słowo, to Osoba!!!

YHWH w Nowym Testamencie

Dziwimy się czasem dlaczego cytaty ze Starego Testamentu w Nowym Testamencie zawierające w oryginale hebrajskim imię Jawhe są tłumaczone jako greckie Kyrios, czyli Pan. Niektórzy mówią, że to dlatego, bo Nowy Testament nie cytuje oryginału Starego Testamentu, ale jego greckie tłumaczenie tzn. Septuagintę, w której YHWH jest oddawane greckim Kyrios. To nie jest prawda. Jest sporo miejsc w których cytaty nie są brane z Septuaginty, ale z innych źródeł. Niektórzy tłumaczą ten brak imienia Jahwe, tym, że to hebrajskie słowo nie może przełożone na Grekę. W Grece nie ma H a W trzeba by oddać poprzez B. Ale to nie jest argument, bo istnieją greckie transkrypcje YHWH np. jako np. Yabe. (Nie dziwi nas przecież, że hebrajskie Jeszua oddajemy przez greckie Jesus, polskie Jezus, rosyjskie Izus, angielskie Dzizas, hiszpańskie Hezu czy francuskie Żezi, choć wcale nie brzmią jak Jeszua. Co więcej słowa te choć tak dziwnie brzmią (no może poza polskim ‘Jezus’ J )przerażają demony a ludziom niosą zbawienie!). Istniała więc możliwość obecności imienia Jahwe w Nowym Testamencie.

Wydaje mi się, ze natchnieni autorzy NT specjalnie nie dokonywali tej transkrypcji YHWH, aby dać przestrzeń na objawianie prawdziwego Imienia Bożego, którym jest Osoba Syna.

Teksty do rozważenia

Apostoł Paweł uczy, że wzywanie Imienia Jahwe z Joela 2:32 to wyznawanie Jezusa Panem (Rzym 10:9).

Apostoł Jan cytuje słowa Jezusa, którymi ogłasza, że już objawił i jeszcze objawi Imię Ojca (Jan 17:26). Ale nie pada, żadne nowe słowo. Sam Jezus jest objawieniem Imienia Ojca. Już je objawił w swoim przyjściu i jeszcze objawi w swoim zmartwychwstaniu!

List do Hebrajczyków cytuje Ps. 22 i wkłada jego słowa w usta Jezusa stojącego pośród kościoła: „(…) będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia (gr eklesia)” (Hebr 2:12). Jezus objawiając się Kościołowi objawia Ojca („kto mnie widział,  widział Ojca” Jan 14:9 ). To objawianie Ojca jest nazwane ‘opowiadaniem jego imienia’.

Podczas Soboru apostołów w Jerozolimie, który otworzył niesienie ewangelii do pogan jednym z argumentów był cytat z proroka Amosa. „Aby pozostali ludzie szukali Pana, A także wszyscy poganie, nad którymi zostało wezwane imię moje, Mówi Pan, który to czyni”(Dz Ap:15:17). Oczywiście w źródle hebrajskim (Amos 9:12) pada słowo Jahwe, a apostołowie mówią o ewangelii o Jezusie Chrystusie. Dla nich wzywanie Imienia Jahwe nad poganami oznacza przynoszenie poganom Bożego Syna!

Na koniec jeszcze świadectwo pozabiblijne z pierwszego Kościoła.

 

„Dziękujemy Ci, święty Ojcze, za Twoje święte Imię, które rozbiło namiot w naszych sercach, i za poznanie, wiarę oraz nieśmiertelność, którą dałeś nam poznać przez Jezusa, Twego Sługę. Tobie chwała na wieki.”

 Didache 10:2

Ten fragment starożytnej modlitwy pochodzi z Didache (czyli Nauka dwunastu apostołów). Jest najstarszy tekst chrześcijański z pominięciem ksiąg Nowego Testamentu. Dzieło powstało jeszcze w I-szym wieku w kręgach judeochrześcijańskich na terenie Erec Izrael lub Syrii. Zacytowane słowa mają typowy żydowski charakter. Co szczególnie ciekawe Jezus nazwany jest tutaj Imieniem Ojca. Zgodnie z tymi historycznym świadectwem pierwsi chrześcijanie wierzyli, że Imieniem Ojca jest Osoba Syna.

 

Dzielę się z wami moimi przemyśleniami, bo myślę, iż pomimo, że w Piśmie Świętym tak często pada słowo ‘imię’ rzadko zdajemy sobie sprawę co ono naprawdę znaczy.

 

wtorek, 18 września 2012

Czy wierzę w 'Pochwycenie'?


‘Pochwycenie’(ang. Rapture)  to doktryna o czasach końca, która mówi, że przed Wielkim Uciskiem Chrystus zabierze swój Kościół do nieba, aby potem wrócić z nim w swym Drugim Przyjściu (Paruzji). W ten sposób wierzący unikną cierpienia. Doktryna ta jest bardzo powszechna w kręgach ewangelicznych. Niektórzy więc uważają, że nie można nie wierzyć w Pochwycenie i nadal być ewangelicznym chrześcijaninem.

Otóż można! Ja nie wierzę w taką koncepcję czasów końca. A poniżej chciałbym po krótce uzasadnić dlaczego.

A.      Do 1812 r żaden chrześcijanin nie wierzył w pochwycenie. Ani Katolicy, ani Prawosławni, ani Protestanci. Jest to naprawdę nowa doktryna nie znana nikomu przez wieki historii Kościoła.

B.      Doktryna jest pozbawiona logiki. Jeśli Pochwyceniu ma towarzyszyć zmartwychwstanie umarłych i przemienienie żyjących, to dlaczego wierzący przyobleczeni w nowe ciała mają ‘na chwilę (7 lat lub 3,5 roku w zależności od koncepcji)’ iść do nieba, aby zaraz znów wrócić na ziemię. Gdy Jezus po swoim zmartwychwstaniu wstępował do nieba, aniołowie powiedzieli przestraszonym uczniom: „(…) Mężowie Galilejscy, czemu stoicie patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go wiedzieliście idącego do nieba.” (Dz.Ap. 1:11) Tak jak Jezus fizycznie wstępował tak fizycznie zstąpi. Tak jak  jego stopy oderwały się od Góry Oliwnej (Dz.Ap. 1:12) tak jego stopy zgodnie z proroctwem Zachariasza staną pewnego dnia na tym samym miejscu (Zach 14:4)!. Pan powraca na ziemię. My zmartwychwstajemy na ziemi. Spełniają się obietnicę. Po co w tym wszystkim kilkuletnia wycieczka do nieba? To niebo przyjdzie do nas tutaj. Jeszcze bardziej absurdalna jest sytuacja umarłych. Teraz są przed Tronem Boga bez ciała. Zmartwychwstając musieliby wrócić na ziemię, bo tam dochodzi do zmartwychwstania, a potem w pochwyceniu znów wrócić do nieba, znów być przed Tronem, ale w ciałach, a potem wrócić powtórnie na ziemię w Drugim przyjściu Pana. Absurd!

Jeśli się dobrze przyjrzeć to doktryna o pochwyceni robi z dwóch Przyjść Pana trzy!

C.      Doktryna o pochwyceniu demoralizuje. Uczy ucieczki przed cierpieniem. Myślę, że dlatego znalazła takie wzięcie w kulturze zachodniej, bo pasuje do naszego szukania wygody. Przymknęliśmy oczy na absurdalność i niebiblijność tej doktryny, bo ona nam bardzo pasuje. Ktoś określił kiedyś zachodnie chrześcijaństwo angielskim hasłem: „Relax and be reptured!” („Rozluźnij się i daj się pochwycić!”). Nasza perspektywa tak nie pasuje do faktu, że co kilka minut (sic!) ktoś z naszych braci w odległych krańcach świata oddaje życie za wiarę w Chrystusa!

D.      To nauczanie jest niebiblijne! To najważniejszy argument. Cała doktryna opiera się na niezrozumieniu dwóch fragmentów biblijnych.

 

1.       I Tes 4:16-17 „Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostajemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem”.

 

Zwróćmy uwagę, że ten fragment nie mówi, że wierzący wrócą do nieba, ale że spotkają powracającego Pana w powietrzu jakby w połowie drogi. Dla naszych nowych, duchowych ciał grawitacja nie stanowi już ograniczenia. Oblubienica wychodzi na spotkanie Oblubieńca. Armia wychodzi na spotkanie Króla powracającego do swojego dziedzictwa, aby go eskortować z honorem. Pan powraca, aby na ziemi zniweczyć swoim blaskiem i tchnieniem ust antychrysta (II Tes…), ale po drodze na ziemię spotyka się na obłokach chwały ze swoim Kościołem w powietrzu, tak jakby chciał jednocześnie wsunąć szatana, „władcę, który rządzi w powietrzu (EF 2:2)” z jego domeny.

Podsumowując, I Tes 4:17 nie mówi o porwaniu wierzących do nieba, ale o porwaniu na spotkanie powracającego na ziemię Pana w powietrzu.

 

2.       Mat 24:40-42 „Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona.” Jezus powiedział te słowa w kontekście swojego Drugiego Przyjścia (w.39), a nie pochwycenia.  Aby wersety stały się jasne wystarczy wiedzieć, ze użyte tu greckie słowo ‘paralambano’ tłumaczone jako ‘wziąć’ można przetłumaczyć również jako ‘wybrać, zaakceptować’. A więc słowa ‘wziąć’ i ‘zostawić’ mówią o sądzie, w którym Pan  zaakceptuje pewnych ludzi a drugich odrzuci a nie o pochwyceniu Kościoła do nieba!

 

Moja konkluzja jest następująca. Lepiej wierzyć w dwa przyjścia Pana a nie w trzy. J

 

 

piątek, 27 lipca 2012

Kielich Pana i Jego Chrzest


„I przystąpili do niego Jakub i Jan, dwaj synowie Zebedeusza, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, abyś nam uczynił, o co cię prosić będziemy. A On rzekł do nich: Co chcecie, abym wam uczynił? A oni mu rzekli: Spraw nam to, abyśmy siedzieli w chwale twojej, jeden po prawicy twojej, a drugi po lewicy. A Jezus im powiedział: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pic kielich, który ja piję albo być ochrzczeni tym chrztem, którym ja jestem chrzczony? Odpowiedzieli mu: Możemy. Wtedy Jezus rzekł im: Kielich, który ja piję, pić będziecie, i chrztem, którym jestem chrzczony, zostaniecie chrzczeni. Ale sprawić, abyście zasiedli po mojej prawicy czy lewicy, nie moja to rzecz; przypadnie to tym, którym zostało zgotowane” Mk 10:35-40

 Myślenie uczniów było bardzo przyziemne. Myśleli o godnościach i zaszczytach. Chcieli osiągną i zdobyć. Nie rozróżniali czasu. Pan mówi, to nie czas na chwałę, ale na trud, cierpienia, a nawet śmierć. Jak często pytamy o trony, a Pan pyta o kielich posłuszeństwa? Jak często szukamy chwały, a Pan proponuje chrzest cierpienia? Czy dziś Pana naśladują uczniowie, którzy niczego nie rozumieją? Tak często nie wiemy,  jaki to czas i jaki dzień. Na pytanie Jezusa: „Czy możecie pic kielich, który ja piję albo być ochrzczeni tym chrztem, którym ja jestem chrzczony?”, Jan i jakub odpowiadają „możemy”.  Nie wiemy, czy rozumieli, że Mistrz mówi o trudach i cierpieniach. Stali się jednak uczestnikami kielicha i chrztu. Jakub poniósł śmierć męczeńską. Jan przeżył prześladowania, ale i tak zasłużył na miano tego, który pił z kielicha Pana i był ochrzczony Jego chrztem. Nie tylko śmierć dla Pana, ale również poświecone dla Niego życie daje na tą godność. Nie pytajmy o trony. To Ojciec zdecyduje o tronach i o chwale. My uczmy się naśladować Jezusa, nawet jeśli nie do końca Go rozumiemy i nawet jeśli mówi do nas jakby w zagadkach…

Pożegnałem mojego ojca


23 07 2012 pożegnałem mojego ojca na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku

„Kochani dziękuję, że jesteście tutaj razem z nami, aby płakać z nami, i aby nas pocieszać.
Dziś jest jeden z ważniejszych dni w moim życiu i zarazem jeden z bardziej bolesnych, ważny dzień w życiu mężczyzny, który żegna swojego ojca.  Żegnam tego, który dał mi życie i uczynił mężczyzną. Dzisiaj jestem tu, aby wobec was wyrazić moją cześć, wdzięczność i podziw wobec mojego taty.
Żył 63 lata.
Urodził się w Węgorzewie na Mazurach (gdzie po wojnie osiedlili się jego rodzice). Potem przeprowadził z nami swoją rodziną do Kętrzyna.  Nauczył mnie kochać tą ziemię. Nauczył mnie kochać lasy i jeziora, nauczył mnie o grzybach drzewach rybach i ptakach. Nauczył mnie tego, co chcę przekazać swoim dzieciom…
Tam była jego ojcowizna. Tam została moja.
Pracował w Milicji a potem w Policji w wydziale kryminalnym. Wielokrotnie ryzykował życie. W tym wszystkim okazywał się silnym mężczyzną.
Kochał czytać książki. Moja żona zauważyła, że jest to pasja, którą odziedziczyłem po nim.
Miał 2 synów. Ja i Tomasz z domu wzięliśmy zapał do zdobywania wiedzy, rozwoju, nauki i książek. Obaj ukończyliśmy studia medyczne. Zostaliśmy lekarzami i poświęciliśmy się ratowaniu życia i zdrowia ludzi.
Dziś chowa ojca tylko jeden syn. Ponad rok temu bieg życia naszej rodziny przerwała nagłą śmierć Tomasza, mojego braciszka. Razem jako rodzina pogrążyliśmy się w bólu i żałobie. Starając się żyć na nowo i zrozumieć wszystko. Wspólny ból i walka ze śmiercią bardzo nas zbliżyła.
Wkrótce po śmierci Tomasza okazało się, że mój ojciec ma wznowę choroby nowotworowej.
W sumie walczył z chorobą ponad 10 lat. Dzięki determinacji po usunięci krtani nauczył się mówić za pomocą protezy głosowej. Cieszył się życiem pomimo tego kalectwa.
Przypomina mi się książka z dzieciństwa „Opowieść o prawdziwym człowieku”. Mój ojciec okazał się prawdziwym człowiekiem.
Wznowa choroby spowodowała nowy ból. Był silnym mężczyzną. Przeszedł kolejną operację, chemioterapię, radioterapię, wiele powikłań. Nawet w bólu nie tracił poczucia humoru. Spodziewał się zwycięstwa nad chorobą Nie załamywał się. Był zachętą dla innych.
Myślał o rodzinie. Kochał swoją żonę, wnuki i synową, moją dzielną żonę. Kochał swoich synów. Zawsze wyrażał się z dużym szacunkiem o swoich rodzicach
Nad jego łóżkiem wiszą portrety moich dzieci Nasteczki, Marcelinki i Barteczka. Bardzo kochał swoje wnuczęta i zawsze  o nich pamiętał.
Dwa dni przed śmiercią pojechał do lasu nazbierać grzyby ‘dla wnuków’. Dziś planował być w swoich mazurskich a nie w tej mogile w Gdańsku.
Moim przywilejem i honorem jako mężczyzny było, że przez ostatni rok z mamą praktycznie mieszkał z nami. Zbliżyliśmy się. Asystowałem mu i służyłem. Podtrzymywałem jego ramię, gdy słabł. Gdy byłem dzieckiem on nosił mnie na rękach. Teraz w czasie choroby ja podtrzymywałem jego.
Pamiętam jak razem ja i on, ojciec i syn kilka miesięcy temu siedzieliśmy oglądając bez słowa film ‘ucieczka z Shawshank’. Wspaniały obraz o sile nadziei. Czułem wtedy, że dzielimy nadzieję. Marzenie. Jakbyśmy razem planowali uciec z nieszczęścia, w którym się znaleźliśmy.
Tata spełnił swoje  marzenie. Poszedł na mecz futbolowy Euro. Pomimo osłabienia i choroby przeszedł długi dystans i wspiął się na wysokie miejsce. Był wtedy tak szczęśliwy. (W jego saszetce po śmierci znaleźliśmy bilet z tego meczu, który zachował sobie na pamiątkę)
Ostatnie dni spędził w domu. Dzięki innowacyjnemu zabiegowi wszczepienia protezy przełyku mógł jeść i cieszyć się smakiem. (Od listopada 2011 nie połykał) Jeździł do swoich mazurskich lasów i zbierał grzyby. Nie myślał o śmierci. Żył nadzieją. To ona dawała mu siłę. Jakby niestrudzenie szykował swoją ucieczkę z Shawshank.
Kiedyś obiecał mi, że ureguluje swoje spawy z Bogiem. Dotrzymał słowa. Pojednał się z Ojcem w niebie, z Najwyższym.
Umarł nagle. Wykrwawił się na rękach swojej żony, mojej mamy, dzielnej kobiety, która stałą przy nim wiernie przez całe życie w doli i niedoli szczególnie w czasie choroby niczym dzielna kobieta, którą opiewał król Salomon w Piśmie Świetym. Moja mama jest tutaj przy mnie. Rok temu pochował syna. Dziś chowa męża. Okazała się w tych przeciwnościach silną kobietą.
To jest mój hołd, dla mojego ojca Ryszarda. Jego imię oznacza silny i dzielny. Takim był człowiekiem i jako taki zostanie w moim sercu. Dziś jak chyba nigdy wcześniej potrzebuję jego siły….
Dziś syn żegna swojego ojca.”

niedziela, 22 lipca 2012

Żegnam mojego ojca


Czy smak śmierci uczy poczuć życie? Śmierć, nasz sługa, co przynosi tym razem?

Czy łzy leczą wzrok? Czy zobaczę więcej, mądrzej? Choć teraz tak słone, że nic nie widzę wyraźnie…

Czy ból, który miażdży serce, czyni je tylko na powrót miękkim?

Może wcześniej kamienne nie umiało żyć… śniło tylko

Sen. Wyblakła fotografia sprzed lat. Szczęśliwa rodzina na statku. Dwóch chłopców. Jezioro jakby metafora życia, groźne i nieznane.

Rozpaczam nad szczęściem, co się nie zdarzyło, dniami, których świt nie nadszedł… To tylko ulotne przeczucia. To mgliste wspomnienia jutra, które nie nadejdzie… nigdy.

 I znów skończył się świat.

Czy Bóg, który pocieszył Izaaka po śmierci Abrahama przyjdzie do mnie? Czy mnie obudzi?

„Pocieszy cię razem ze wszystkimi płaczącymi nad Syjonem…. Pocieszy ze wszystkimi, którzy umiłowali przyjście Jego Syna!” – krzyczał anioł.



20 lipca umarł mój Ojciec

Mężczyzna po śmierci ojca rozpacza rok.

Ale znów  za rok przestanę płakać.

Tak, jak śpiewa Nick Cave w „The weeping song” :”…no, I won’t be weeping long”